wtorek, 30 sierpnia 2016

StrefaMAX - dzień czwarty - ostatni - "50000 People used to live here... Now it's a ghost town"

AES z dachu Fujiyamy.

To co dobre szybko się kończy i zbliżamy się do końca naszej eksploracji Zony. Ostatniego dnia dość mocno się ochłodziło, niebo zasnuły chmury i zaczęło straszyć deszczem. W sumie to i lepiej bo ostatnie dni ze względu na temperaturę dały się nam mocno we znaki. Dzisiaj jest chociaż rześko. Pogoda wymarzona do eksploracji. Naszym dzisiejszym celem jest eksploracji Prypeci.

Prypeć to Miasto Widmo oddalone około 5 km od Czarnobylskiej AES. Zostało założone w 1970 roku jako miejsce życia dla załogi elektrowni i zakładów Jupiter. Jak na ówczesne czasy i ustrój miasto to było bardzo nowoczesne. Posiadało bogatą infrastrukturę i życie w nim było swoistego rodzaju wyróżnieniem. Tym bardziej, że pensje pracowników były znacznie wyższe niż na pozostałych obszarach ZSRR. W 1986 mieszkało w nim około 50 000 mieszkańców. Idylla trwała do 26 kwietnia 1986 roku czyli do czasu Awarii. Nazajutrz 27 kwietnia zapadła decyzja o całkowitej ewakuacji miasta. Decyzję tą podjęto z powodu skażenia radioaktywnego miasta, choć obecnie uważa się tą decyzję za zbyt pochopną. Zdania w tej sprawie są jednak podzielone.  Z Kijowa ściągnięto do Prypeci 1500 autobusów do ewakuacji.  Również do stacji Janów podstawiono składy pociągów - nie były jednak one wykorzystane. W godzinach 14:00-16:30 całe miasto zostało ewakuowane. Mieszkańcy liczyli, ze opuszczają  domy na kilka, góra kilkanaście dni. Tak się jednak nie stało. Prypeć stała się Miastem Widmem.

Ewakuacja.


poniedziałek, 29 sierpnia 2016

StrefaMAX - dzień trzeci - chwytak,przystań, szpital, most śmierci.


 Po przeprowadzeniu eksploracji zakładów  Jupiter ruszamy dalej. Naszym celem jest miejsce spoczynku chwytaka i jego okolicy. Czym jest ów osławiony chwytak. Jest to podobno najsilniej napromieniowany obiekt w wewnętrznej strefie zamkniętej. W jego wnętrzu promieniowanie wynosi podobno 1.5mSv/h. Oznacza to, że aby otrzymać dawkę zagrażającą życiu i zdrowi trzeba by tam siedzieć około 5 dni :D Chwytak służył po awarii do usuwania radioaktywnego gruzu z dachu elektrowni. Obok niego można też spotkać reszki robotów, które miały służyć temu samemu. Okazało się jednak, że na wskutek dużego napromieniowania bardzo szybko ulegały awariom. Zastąpiono je "biorobotami", czyli rekrutami z armii ZSRR, którzy łopatami zrzucali gruz z dachu. Wielu z nich zmarło w wyniku napromieniowania.

Likwidatorzy podczas pracy na dachu bloku 4. Zaświetlenie na dole zdjęcia jest wynikiem działania promieniowania.

Strefa MAX - dzień trzeci - stacja Janów, fabryka "Jupiter"

Po nakarmieniu dwustu kilogramowych sumów, obejrzeniu starego sarkofagu oraz Arki kierujemy się powoli do opuszczonego miasta Prypeć. Naszym celem jest fabryka Jupiter znajdująca się tuż obok miasta. Tradycyjnie zatrzymujemy się przy tablicy miasta i na rubieży Czerwonego Lasu. Czerwony Las uzyskał swoją nazwę z racji tego, iż w czasie awarii reaktora IV w jego stronę została wyrzucona radioaktywna chmura powodując bardzo silne napromieniowanie roślinności. Drzewa umarły w zasadzie w jeden dzień. Ich igły stały się rude, stąd nazwa tego obszaru. Podczas likwidacji skutków awarii obszar ten został wykarczowany a martwe drzewa zakopano w mogilnikach. Na ich miejscu rośnie obecnie młodnik choć skażenie na tym obszarze jest nadal stosunkowo wysokie. Obecnie okazuje się, że pomysł zakopania napromieniowanych resztek nie był zbyt fortunny. Istnieją uzasadnione obawy, że z czasem może dojść do skażenia wód głębinowych na wskutek przesiąkania wody do warstw głębszych.

Tablica wjazdowa do Prypeci.

Strefa MAX - dzień trzeci - cz.1

Tabliczka obok hotelu "Dziesiątka" w Czarnobylu.
Mogliśmy pospać nieco dłużej gdyż wyjazd był zaplanowany na godzinę 9:00. Na pewno niektórym, w tym mnie się to przydało tym bardziej, że zapowiadał się intensywny dzień eksploracji.

Wyruszyliśmy tradycyjnie przejściem Lieliv (znów cyrk z długimi rękawami) do wewnętrznej 10 kilometrowej strefy. Naszym celem była przetwórnia ryb. Przetwórnia ta działała jeszcze po awarii. Przeprowadzano w niej badania nad wpływem promieniowania na ryby i kurczaki.


niedziela, 28 sierpnia 2016

Strefa MAX - dzień drugi - dokończenie.


Po eksploracji kompleksu Czarnobyl-2 udaliśmy się na składowisko porzuconych maszyn rolniczych. Po awarii na terenach skażonych prowadzono badania nad wpływem promieniowania na rośliny uprawne. Stąd te pozostałości. Trzeba podkreślić, że na teranie składowiska były miejsca, gdzie poziom promieniowania był całkiem wysoki. Również, niektóre z maszyn były solidnie napromieniowane.

Strefa MAX - dzień drugi - "Oko Moskwy".

 
Czym jest osławione "Oko Moskwy"? Otóż "Oko Moskwy", inaczej Duga w kodzie NATO "Woodpacker" to gigantyczny radar poza horyzontalny (OTH) mający w okresie zimnej wojny wykrywać wystrzelone z terytorium USA jądrowe pociski balistyczne.  Czym jest radar OTH? Jak wiadomo odległość na jaką widzi radar jest ograniczona widocznego promieniem horyzontu. Oznacza to, że obiekty znajdujące się pod horyzontem nie mogą być zlokalizowane. Okazuje się jednak, że z pomocą przychodzi budowa atmosfery Ziemi. Na wysokości od 85km do 2000km nad powierzchnią Ziemi znajduje się warstwa zjonizowanych gazów nosząca nazwę jonosfera. Warstwa ta ma taką własność, że odbija fale elektromagnetyczne o określonej częstotliwości. Oznacza to, że radar pracujący na tych częstotliwościach może "zajrzeć" pod horyzont i jego zasięg może wynosić tysiące kilometrów.

W okresie zimnowojennym ZSRR wybudowała dwa tego typu radary: Duga-1  i Duga-2. Pierwszy z nich znajdował się na terenie obecnej Zony.Drugi w Kraju Krasnojarskim.

Duga 1, zwana także Czarnobyl-2 wymagała około 1000 osób obsługi. W rejonie kompleksu zbudowano dla personelu i ich rodzin zamknięte miasteczko, nazwane Kurczatow. Personel stacji nadawczej mieszkał w specjalnie wybudowanym miasteczku Lubecz-1.

Strefa MAX - dzień drugi.

Poranek w Kijowie.
 
Sobota rano, pobudka o 6:00 bo trzeba ruszyć tyłek i jechać do właściwego celu mojego wyjazdu czyli czarnobylskiej Zony. Wcinamy śniadanie (nawet zjadliwe i smaczne) ładujemy się do busu i jedziemy w kierunku Zony.Czarnobylska elektrownia położona jest około 130km na północ od Kijowa. Kierujemy się tradycyjnie do posterunku granicznego Zony w miejscowości Dytyatky (Дитятки). O, coś nowego. Strażnicy mają nowe umundurowanie i wyglądają bardziej profesjonalnie. Odprawa odbywa się szybko i wjeżdżamy do zewnętrznego perymetru Strefy.  Dosiada się do nas Losza, nasz anioł stróż przy zwiedzaniu. Jest typem luzaka zatem nie powinno być problemu z węszeniem po mało dostępnych miejscach.


sobota, 27 sierpnia 2016

Strefa MAX - Dzień pierwszy.

Czas najwyższy powoli zrelacjonować mój wyjazd do czarnobylskiej strefy zamkniętej. Była to już druga moja wizyta w tym miejscu. Tradycyjnie wybrałem biuro Aliena Tours bo to rzetelny i wiarygodny partner w wyjazdach. Wraz ze mną pojechał mój były uczeń Mateusz.

Wyjazd zaplanowano do 21:00 z Warszawy. Pod Pałacem Kultury zebrała się ekipa 16 uczestników wyjazdu. Naszym przewodnikiem był rodowity kijowianin Wołodia. Po załadowaniu się do busa ruszyliśmy w kierunku Lublina aby przekroczyć granicę w Dorohusku. Na granicy byliśmy około godziny 1:00 w nocy. Tradycyjnie odstaliśmy swoje 2h i wjechaliśmy na teren Ukrainy. Złego słowa nie powiem już o polskich drogach, ukraińskie drogi to jakiś koszmar. Poza niewielkimi odcinkami to dziura na dziurze. O spaniu to można zapomnieć. Około godziny 7:00 mieliśmy popas na stacji benzynowej. Nie powiem, śniadanie składające się z gęstej szkockiej owsianki z miodem oraz kawa postawiły mnie na nogi. Co ciekawe w menu było to nazwane śniadaniem angielskim. Hmm?



czwartek, 25 sierpnia 2016

Działkowa znajda.


Jutro wyjazd do Zony a mnie trafił się dzień jaki nieczęsto ma miejsce. Krótko po południu dostałem informację, że ktoś podrzucił króliczka na działkę w centrum Łodzi. Na szczęście znalazła się dobra dusza, która przygarnęła chwilowo zwierzątko. W zasadzie w ciągu 3h musiałem zorganizować dla niego odbiór, przewózkę oraz załatwić DT na okres mojej nieobecności. Dzięki kontaktom, udało mi się to. Bardzo dziękuję Pani Luizo za pomoc z domem tymczasowym. Króliczek jest już bezpieczny po bacznym okiem opiekunów.

Króliczek to młody baranek. Bardzo pro ludzki i odważny. Wygląda na zdrowego choć niepokoi mnie to, iż ma spuchnięte jedno uszko. Może coś go ugryzło. Oby nie było to coś gorszego. Jest też nieco za chudy ale to nie problem. Jutro idzie do weterynarza. Płeć nieznana - od tego zależy jakie imię mu nada DT. Jego losy ustalimy jak wrócę z wyjazdu.

Swoją drogą, jakim trzeba być draniem aby wyrzucić bezbronne zwierzątko na pewną śmierć, bo z całą pewnością został wrzucony na działkę przez płot. Mnie się to nie mieści w głowie, a i nóż w kieszeni otwiera. Mam tylko nadzieję, że karma wraca.




PS[2016.09.03] Obecnie Silver (bo takie imię mu nadano) znajduje się w domu tymczasowym. Jest tam rozpieszczany wręcz nieludzko. Był też u weterynarza. Na szczęście jest stosunkowo zdrowy.




sobota, 20 sierpnia 2016

Królicze urodziny.


Dzisiaj Karmelka ma urodziny. Kończy trzy lata. Jest więc młodą króliczką. Za miesiąc minie już rok jak razem z Perełką trafiły do mnie. Są okazem zdrowia choć nie bardzo lgną do człowieka. Karmelka jest bardziej pro ludzka. Wszystkiego najlepszego uszata damo :)


piątek, 12 sierpnia 2016

Perseidy.


Ekipa.
 W zasadzie rzutem na taśmę ale się udało. W czwartek 11 sierpnia cały dzień było stosunkowo pochmurno. Szanse na obserwacje Perseidów były niewielki. Jednak około godziny 19:00 niebo się nagle rozpogodziło. Szybki telefon do Miszcza Pawła i jedziemy do Bukowca na obserwację roju. Rozstawiamy sprzęt. Dla Pawła to pierwsze takie doświadczenie. Nawet mu się podoba. Chwilę później dołącza do nas drugi Paweł. No i rozpoczynamy polowanie na meteory. W międzyczasie drugim setupem postanowiłem uruchomić sesję Pętli Łabędzia.


wtorek, 9 sierpnia 2016

Chwilowa przerwa w chmurach.

Tegoroczny lipiec nie rozpieszczał  jeżeli chodzi o uprawianie astronomii. W zasadzie zaliczyłem tylko jedną pogodną noc na początku miesiąca. Sprzęt obrastał już pajęczynami. Jednak noc z 7/8 sierpnia okazała się rewelacyjna. Zabrałem się sam do Bukowca gdyż głód obserwacyjny stawał się powoli nieznośny. Rozstawiłem się w miarę szybko i rozpocząłem sesję na dwa montaże i dwa aparty. Jako, że nie miałem sprecyzowanego celu moim głównym celem stała się mgławica NGC6888 Rożek w Łabędziu. Okazało się, że niebo było tak dobre, że z powodzeniem mogłem "palić" klatki po 6 minut. Drugi aparat wykorzystałem do fotografowania szerszego pola - zwłaszcza Drogi Mlecznej. Jeszcze kalibrując szukacz zrobiłem zdjęcie zachodzącemu Księżycowi - jakoś nigdy nie mogę się oprzeć.